Strona główna

niedziela, 11 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 6

Obudzi łam się .. w swoim łóżku. Jakim cudem się tu znalazłam ? co ja w ogóle wczoraj robiłam?
Alkohol, Zayn, taniec, club. Czekają co ? Zayn ? Nie wierze. Kłócę się z własną pamięcią. Ale dobrze pamiętam, potwierdza to sms właśnie od niego. Skąd ja mam jego numer.?
Od Boski Zayn :*
Wstałaś już ? xx
Po nazwie kontaktu mogę domyślić się że to Zayn sam zapisał mi swój numer. Szybko mu odpisałam.
Do Boski Zayn :*
Przed chwilą.
Hahahahah no nie mogę z tej nazwy. Skromny jest serio. Zerknęłam na godzine w górnym rogu wyświetlacza. 14:40. O której wczoraj wróciłam ?
Tyle pytań bez odpowiedzi. Podniosłam się z łóżka i poczułam ogromny ból głowy. Cholerny kac. Poszłam do łazienki. Myłam swoje ciało a na sam koniec oblałam je gorącą wodą. Kocham to. Moja skóra zrobiła się czerwona jakby poparzona. Zawsze tak robie. Po krótkim prysznicu zeszłam na dół do kuchni. Nalałam sobie szklankę wody i usiadłam na kanapie w salonie. Jestem wykończona. Lekcje zaraz się kończą a ja dopiero wstałam. Świetnie.
Muszę się przewietrzyć. Wróciłam do pokoju ubrałam dresy, bokserkę i bluzę. Wyglądam jak zjawa, ale nie ide do ludzi to nie ma co się malować. Jak zwykle chwyciłam paczkę fajek i wyszłam z domu. Rześkie powietrze od razu we mnie uderzyło. Zamknęłam dom a klucz włożyłam do stanika. Tam jest bezpieczny. Kierowałam się w moim tradycyjnym już chyba kierunku.
W ogóle to do stanika chowam różne rzeczy gdy nie mam kieszeni: kasę, klucz, telefon. Pamiętam jak raz weszłam do sklepu i chciał wyjąć kasę i nie mogłam jej znaleźć. Musiałam wyglądać śmiesznie grzebiąc sobie w cyckach. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Jestem nienormalna.
Tak szłam i nawet nie zwróciłam uwagi a byłam już na miejscu. Usiadłam tam gdzie zawsze i zapaliłam papierosa.
- To szkodzi twojemu zdrowiu- wystraszyłam się i podskoczyłam na miejscu- Nie bój się to tylko ja.
- Na coś torba umrzeć- odpowiedziałam bez zainteresowania. Zayn przysiadł obok mnie i wyjął fajkę dla siebie.
- Aha, czyli tobie to nie szkodzi?- zapytałam unosząc brew
- Na coś trzeba umrzeć- odpowiedział mi powtarzając moje wcześniejsze słowa.
- Czemu ty się nigdy ze mną nie witasz? Tylko straszysz
- Cześć
- Jesteś głupi- zaśmiałam się
- Ej, ja cie nie obrażam- poszedł moim śladem i też się zaśmiał.
- Czemu byłeś taki nie miły za pierwszym razem? Coś się zmieniło?- przybraliśmy troche poważniejsze wyrazy twarzy.
-  Byłem zdenerwowany. Odkryłaś moje miejsce. Tylko tu mogę spokojnie pomyśleć. Nie nie wie gdzie się podziewam gdy tu jestem. To magiczne miejsce.
- To samo pomyślałam gdy tu przyszłam pierwszy raz. Nie odbieram ci tego miejsca tylko..
- Nie, spokojnie. Teraz to będzie nasze miejsce- przerwał mi posyłając piękny uśmiech.
- Emm. Mam pytanie. Jak się dostałam wczoraj do domu?
- Byłaś kompletnie zalana. Podałaś mi swój adres i cie odwiozłem. Nie miałaś klucza przy sobie, ale znalazłem go w doniczce na parapecie- pokiwałam głową na znak, ze rozumiem.
O cholera. Teraz sobie przypomniałam, że wyglądam okropnie i Zayn to widzi. Schowałam twarz w dłonie.
- Co jest?- zapytał zdziwiony
-  Wyglądam beznadziejnie- odparłam
-  Nie prawda- zaprzeczył- Pokaż się.
- Nie
- No weź- po krótkiej chwili odsłoniłam twarz, a Zayn zaczął mi się przypatrywać
- No faktycznie, może troche- powiedział a ja jęknęłam.
- Żartuję przecież. Nie jest tak źle.
- Dzięki… chyba.
- Podoba ci się w jaki sposób zapisałem siebie w twoim telefonie?
- Ah tak. Boski Zayn. Tak bardzo mi się podoba- odpowiedziałam sarkastycznie
- To prawda jestem BOSKI.
- I bardzo skromny- dopowiedziałam
- Taa.. to też.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ej wczoraj mówiłeś, z szkoła jest ważna. To czemu odkąd tu jest widziałam cie w szkole tylko raz?
- Musiałem załatwić pewne sprawy.
- Przez dwa tygodnie
- Tak- atmosfera między nami się trochę zagęściła
- Aa. Ok.- to chyba drażliwy temat, nie będę wnikać- Chyba będę już szła. Musze lekcje od kogoś wziąć. W ogóle byłeś dzisiaj w szkole?
- Byłem, bo nie byłem tak nawalony jak ty.
- Oj tam. Jeden raz napiłam i wielkie halo.
- Dobra lecę. Pa
- Cześć- rzucił zanim odeszłam
***
Chwile po tym jak wróciłam do domu usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Hej Alex !- usłyszałam piskliwy głos Ariany
- No cześć i proszę nie krzycz- zaprosiłam ją do środka
- Coś się stało?- zapytała zmartwiona
- Po prostu boli mnie głowa
- Oh ok. Jestem tak cholernie dobra, poszłam do twoich wykładowców i wzięłam dla cienie lekcje.
- Kochana jesteś- podziękowałam jej.
Ari posiedziała u mnie jeszcze godzinę i pojechała do domu.
Pora wziąć się za lekcje.
***
Gdy weszłam do szkoły od razu uderzył we mnie gwar. Poszłam do szafki i wzięłam książki potrzebne na lekcje.
Pierwsze trzy godziny zleciały mi szybko, tylko czwarta lekcja wydawała się trwać w nieskończoność. Po długiej fizyce ruszyłam w stronę stołówki.
Podeszłam do mojego już stałego stolika gdzie już wszyscy siedzieli.
- Dobry wszystkim- przywitałam się
- Cześć
- Alex, słuchaj. Robię imprezę w piątek u mnie. Przyjdziesz nie?- zaoferował Luke
Dopiero co byłam na imprezie, ale się wyluzowałam i mi się podobało. Więc czemu by nie iść w piątek.
- W sumie.. to ok.
- Świetnie

Reszta tygodnia minęła dość szybko i nadszedł piątkowy wieczór. Impreza zaczyna się o 20. Odkąd przyszłam ze szkoły siedzę przed szafą i nie wiem co ubrać. Mam jeszcze tylko 2 godziny zanim przyjedzie po mnie Calum. Wreszcie zdecydowałam się na rozkloszowaną czarną spódniczkę i do tego biały top z odkrytym brzuchem. Nie mam zbyt kolorowej szafy. Są w niej głównie odcienie szarego, czarny i biały. Muszę się wybarć na jakieś zakupy. Wybrane ubrania położyłam n łóżku, a sama poszłam robić makijaż. Gdy zrobiłam się już na bóstwo to ubrałam się w ciuchy i założyłam czarne koturny. Cal miał zaraz przyjechać. Zeszłam na dół. Pogasiłam wszystkie światła, a gdy zamknęłam drzwi pod dom podjechał czarny motor.
No tak mogłam to przewidzieć.
- Cześć mała. Wyglądasz bajecznie

- Dziękuje- podał mi kask i ruszyliśmy. Jechaliśmy jakieś 10 minut. Luke mieszkał z drugiej strony miasta w ogromnym domie piętrowym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz