Strona główna

wtorek, 30 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 4

To był chłopak ze snu. Wtedy ten sen zlekceważyłam. No bo często mam takie niezrozumiałe sny. Ale po co mi się śnił on? Może to przeznaczenie. Może jest dla mnie pisany no bo sen a teraz go widze.. boże Alex o czym ty myślisz idiotko. Nie widziałam jego całej twarzy, bo był do mnie bokiem. Patrzy na zachodzące słońce. Z tego co widze to jest przystojny. Ma mocno zarysowane kości policzkowe i ciemniejszą karnacje. Nie widziałam go wcześniej w tym mieście. Ale czemu się dziwić, jestem tu tylko tydzień. Wygląda na kogoś w moim wieku może starszy, ale nie widziałam go w szkole. Ciekawe jak często tu przychodzi. O, ruszył się. Teraz siedzi i jest podparty łokciami o kolana. Powoli wstał, zeszedł z wzgórza drugiej strony wzgórza i odszedł. I tyle go widziałam. Odkąd tu przyszłam minęło już 2 godziny. Czyżbym patrzyła się na tajemniczego chłopaka przez tak długi czas? Ale co poradze. Ma coś takiego w sobie. Jest jakby mroczny, ciemny.. Ciągle wracam myślami do jego zamyślonej twarzy. Czas się zbierać. W drodze powrotnej wypaliłam jeszcze trochę fajek. Weszłam do domu i od razu poszłam do mojego pokoju. Papierosy schowałam powrotem do szafy. Tata nie wie że to robie. I niech tak zostanie.
***
Dzisiaj ide na miasto z chłopakami. Ale najpierw szkoła, niestety. Lekcje minęły o dziwo sybko. Wróciłam do domu, przebrałam się w wygodniejsze rzezy. Chwyciłam jeszcze telefon z łóżka i wyszłam z domu, by zobaczyć, że chłopaki już przyjechali. Wsiadłam do tyłu obok Michaela. Kierował Luke.
- Gdzie mnie zabieracie?
- Pooglądamy sobie miasto. A później może gdzieś pójdziemy?
- Dobra, to w droge- po moich słowach samochód ruszył.
Chłopcy pokazali mi gzdie jest ratusz, basen, park, centrum handlowe. Potem poszliśmy na lody, ale Luke musiał coś załatwić, askoro on był dzisiaj kierowcą, to musieliśmy zakończyć nasze spotkanie. Odwieźli mnie pod dom, pożegnaliśmy się i odjechali. I tak zostałam sama. Weszłam do domu. Zrobiłam sobie kolacje i poszłam na górez tostami. Usiadłam na dużym parapecie i patrzyłam na horyzont zajadając się sowimi tostami. Było jeszcze widno i do tego jeszcze piątkowy wieczór. Nie miałam co robić, to gdy zjadłam tosty, wyszłam na zewnątrz i szłam w strone mojego ulubionego miejsca.
Gdy doszłam do wzgórza, udałam się do mojego miejsca. Położyłam się na trawie i patrzyłam w niebo. Więłam do rąk telefon i podniosłam do nad moją twarz bym mogłam zobaczyć ekran. Usłyszałam jakiś szelest i telefon wypadł mi z rąk i upadł na twarz. Cicho jęknęłam. Podniosłam się do pozycji siedzącej i lekko potarłam bolący nos. Popatrzyłam w kierunku dochodzącego dźwięku i zobaczyłam tego samego chłopaka co wczoraj. Tylko teraz on patrzył w moją strone…
Z tego miejsca w którym on był nie było mnie widać, więc ruszył w moim kierunku. Nie wiedziałam co mam robić. Nie chcę, żeby mnie tu znalazł. Wydaje się straszny. Ale niestety nie stało się tak jak bym chciała. Nieznajomy podchodził coraz bliżej, aż w końcu zobaczył mnie. Podniosłam się na nogi, ale nadal był ode mnie o połowe głowy wyższy.
- Kim ty kurwa jesteś? – wysyczał ze słyszalnym jadem w głosie
- O to samo mogę zapytać ciebie?- odpowiedziałam próbując udawać pewną siebie, co mi wychodziło nawet dobrze
- Co tu robisz? - czemu jest taki wredny, przecież nic mu nie zrobiłam
- Jestem Alex, a ty ?- zlekceważyłam jego kolejne pytanie.
- Nie musisz tego wiedzieć- odwrócił się na pięcie i zaczął schodzić ze wzgórza
Pobiegłam za nim.
- Czemu jesteś taki nie miły?
Zatrzymał się i ścisnął moje ramie.
- Słuchaj, nie wiem kim jesteś i nie chce wiedzieć- miał pewną wrogość w oczach- Odpieprz się ode mnie
Nie czułam już uścisku na moim ramieniu tylko widziałam oddalającą się ode mnie postać.
***
- Przyjade po ciebie o 14
- Ok.
Ide z Arianą do kawiarni, ale do tego czasu nie mam co robić. Zeszłam na dół pooglądać troche TV. Przelatywałam po kanałach szukając czegoś sensownego. Natrafiłam na Anaconda- Nicki Minaj. Uwielbiam ją. Podniosłam się z kanapy i zaczęłam twerkować. Usłyszałam za sobą śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam tatę.
- Nie śmiej się, jestem w tym najlepsza.
- No tak, tak – powiedział sarkastycznie
- Cicho- też zaczęłam się śmiać
***
4 godziny spędziłam na oglądaniu TV i siedzeniu na sofie, dopóki nie przyjechała po mnie Ari. Ubrałam się w dżinsy i bordowy sweterek. Dziewczyna podjechała pod dom małym garbuskiem. Pasuje do niej. Wsiadłam na siedzenie pasażera i przywitałam się.
- Znam taką miłą kawiarenkę.- powiedziała długowłosa
- No to jedziemy.
Kawiarnia była na obrzeżach Bradford, ale rzeczywiście była milutka. Stoliki w niej były dwuosobowe, ale w dwóch rogach kawiarni mieściły się dwie skórzane kanapy. Zajęłyśmy miejsce właśnie na jednej z nich. Podeszła do nas kelnerka.
- Mogłabym przyjąć wasze zamówienia? – miała góra 23 lata.
- Poproszę cappuccino czekoladowe- odezwałam się pierwsza
- To ja wezmę… cafe- late- powiedziała po zaglądnięciu w kartę. Kelnerka po zanotowaniu zamówienia, zamknęła notes.
- Zaraz przyniosę wasze napoje.
- Co tam u ciebie?- spytała mnie
- W porządku. Wczoraj zwiedzałam miasto z chłopakami.
- Opowiadaj jacy oni są- jest jakby .. podekscytowana
- Uh, Mike to ten szalony, Ash jest trochę bardziej poważny ale bardzo spoko, Luke jest tak cholernie seksowny, a Cal to taka moja ciota.
- Zdajesz sobie sprawe kim oni są ?
- Wydają się normalnymi chłopakami-odparłam
- No bo po części to tak, ale mają  zespół i są znani w całym Bradford. Myślałam bardziej, zę są tacy chamscy.
- Zespół? Nigdy mi nie mówili – muszę ich o to spytać- i nie, nie są chamscy. To najlepsze osoby jakie kiedykolwiek spotkałam. Poznam cie z nimi.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Jest słodka i niesamowicie miła. Chyba każdy ją lubi. Jest totalnym przeciwieństwem mnie. Jest malutka. Ciągle się uśmiecha, w zasadzie uśmiech w ogóle jest z twarzy nie schodzi. Jest śliczna, pełna życia.
Gadałyśmy jeszcze długo. O nowej modzie. O osobach ze szkoły. No i oczywiście o chłopakach.
W domu byłam dopiero o 19. Opadłam na kanape, a po chwili tata usiadł obok mnie.
- Alex. Musze jechać w delegacje.
- Kiedy?
- W poniedziałek, a wrócę w niedziele.
- W porządku
- Poradzisz sobie?
- No pewnie – rzuciłam się na niego i przytuliłam- Nie martw się

Poszłam na góre do siebie, owinęłam się kocem, usiadłam na parapecie i odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się i w tym samym czasie otworzyłam okno. Wypuściłam dym z ust, a on uciekł na zewnątrz.

------------------------------
cześć! cześć! cześć! ostatni rozdział w roku. jeśli ktoś tu wogóle wchodzi to życzę szczęśliwego nowego roku !

środa, 24 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 3

Wieczorem myślałam nad nowo-poznanymi chłopakami. To dziwne, że polubiłam się z płcią męską. Myślałam, że to będzie ewentualnie jakaś dziewczyna. Starej szkole nie miałam w ogóle przyjaciół. Byli to tylko pojedynczy znajomi, a którymi gadałam kilka razy. A teraz? Od pierwszego dnia się już z kimś zaprzyjaźniłam. Z każdym dniem coraz bardziej się cieszę, że tutaj teraz mieszkam.
***
Rano obudziłam się we wyśmienitym humorze, jak nigdy normalnie. Odbyłam poranną toaletę. Zeszłam na dół, a po śniadaniu ruszyłam na pieszo do szkoły. W tym czasie zdążyłam wypalić fajke. Ogólnie to dawno nie paliłam. Znalazłam się pod szkołą gdzie zobaczyłam grupkę znanych mi chłopaków. Nie wiem dlaczego, ale nie podeszłam do nich, udając że ich nie widzę
- Hej Alex!- usłyszałam czyjeś wołanie
Odwróciłam sie do nich i energicznie pomachałam. Podeszłam do nich
- Hej- przywitałam się
- Wiesz, może wyszłabyś gdzieś z nami w piątek?- zapytał Calum
- Pewnie. Nie znam miasta i przydałoby się troche porozglądać.
- Świetnie
Zadzwonił dzwonek i ruszyliśmy  kierunku wejścia. Luke i Ashton poszli na jakąś lekcje , a ja, Michael i Calum mieliśmy biologie.
Po skończonej lekcji poszłam w kierunku swojej szafki. Otworzyłam ją, wrzuciłam niepotrzebne książki i zamknęłam. Wystraszyłam się trochę gdy obok mojej szafki , jak spod ziemi wyrosła szczupła
- Cześć! Jestem Ariana!- przedstawiła się z gigantycznym uśmiechem na twarzy. Czy ona tak zawsze?
 - Hej. Alex- odparłam
- Jesteś nowa? Po co się pytam. Jasne że jesteś. No to wiesz? Prowadzę gazetkę szkolną. Mozę umówimy się gdzieś? Mogę napisać o tobie co nieco w gazetce?- gadała jak najęta.
- Jasne, możemy się gdzieś spotkać. Nie znam tutaj nikogo prócz takich 4 chłopaków. A co do gazetki to wolałabym nie.
- Nie ma problemu. Czekaj. Czekaj. 4 chłopaków? Czy chodzi ci o Mike, Cala, Asha i Luka? Czy ty ich znasz ?!- nie rozumiem o co jej chodzi.
- No tak.
- O mój boże . Jak ?
-Umm, wpadłam na Caluma niechcący.
- Oh. Oni są tacy przystojni, nie?
- Nie zaprzeczę.
- No to kiedy możemy się zobaczyć?
Zastanowiłam się chwile po czym powiedziałam
- Weekend mam wolny.
- Dobra to w sobote.
Po skończonych lekcjach miałam zamiar pójść do domu. Ale gdy wyszłam ze szkoły, dostrzegłam Caluma opierającego się o motocykl. Była to Aprilia. Lubiłam motory. Znałam kilka modeli. Ale bardziej lubiłam nimi jeździć. Podeszłam do Cala.
- No, no no. Fajna.
- Bo moja
- Jaki skromny- powiedziałam sarkastycznie- Na kogo czekasz ?
- Na ciebie, mała- wskoczył na siedzenie- Wsiadaj
Usiadłam za nim bez żadnego sprzeciwu. Przytuliłam się do jego pleców, złączając dłonie na jego brzuchu. Ruszyliśmy. Podałam mu szybko mój adres i dosłownie chwile później byliśmy już pod moim domem.
- Wow, naprawde niezły- byłam pod wrażeniem szybkości tej maszyny
- Nie jechaliśmy najszybciej
- Oj, nie chwal się tak już- zaśmiał się- Wejdziesz ?- spytałam pokazując kciukiem za plecy na dom
- Na  chwile mogę- powiedział
Zaprosiłam go do domu. Powiedziałam jak dojść do mojego pokoju, a sama poszłam znaleźć tate. Był w kuchni i.. tańczył.
Przypomniałam sobie jak miałam 7 lat i gotowaliśmy wspólnie spaghetti tańcząc i zrucając się makaronem. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
- Hej tato. Co robisz ?- zapytałam śmiejąc się z jego ruchów.
- O, Alex. Gotuje- odwrócił się w moją strone
- Co?- podeszłam bliżej i stanęłam koło niego
- Spaghetti- rzucił we mnie kluską
Oddałam mu ze zdwojoną siłą. A on następnie wziął garść makaronu i zaczął mnie ganiać po kuchni. Uciekałam przed nim wokół wysepki kuchennej. Złapał mnie w pasie. Wylądowaliśmy na ziemi
- Jak za dawnych dobrych czasów- wspomniałam .
Położył mi makaron na twarzy.
- Teraz tak
- Ekhem- oboje spojrzeliśmy w kierunku z którego usłyszeliśmy czyjś głos.
- Kto to? – zapytał mnie tata
- To mój kolega, Calum
Tata podniósł się z podłogi i pomógł wstać mi.
- Witam Calum, jest Dan
- Miło mi pana poznać
- Jaki tam pan, mów mi po imieniu. Nie jestem chyba, aż taki stary
- Dobrze prosze pa.. Dan- poprawił się

Calum nie był u mnie długo. Jakąś godzine później pojechał. Jutro piątek, nie ma ciężkich lekcji. Może gdzieś pójdę? Tak. Wiem gdzie. Zgarnęłam z szafy papierosy razem z zapalniczką. Wyszłam z domu . szłam chodnikiem, a potem skręciłam w polną drogę. Doszłam sdo wzgórza, oświetlonego teraz przez zachód słońca. Wspiełam się na nie i weszłam do mojej ‘kryjówki’. Usiadłam na trawie i zapaliłam papierosa. Kocham to. Wiem, ze to mnie niszczy. Kilka razy nawet chciałam przestać, ale to silniejsze. W końcu trzeba jakoś umrzeć. Patrzyłam na unoszący się dym. Zauważyłam, ze pod jabłonką oddaloną o jakieś 10-15 metrów ode mnie ktoś leży i podpierał się na łokciach. Zlękłam się. Była to postać ubrana cała na czarno. Chłopak o czarnych, zaczesanych do góry włosach. Myślał nad czymś. Można było to wyczytać z jego oczu. Przypominał mi kogoś. Ale kogo… O Boże to chłopak ze snu..

-------------------------
Wesołych Świąt wszystkim !! i Najlepszego dla mojego małego Tommo. 
czyta ktoś w ogóle tego bloga? jeśli byłby taki ktoś to prosiłabym o chociaż jeden komentarz. rozdziały i tak będe dodawać bo po prostu chce to robić . także jeszcze raz Wesołych Świąt !!

   

środa, 17 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 2

Weekend minął, jak na złość, bardzo szybko. Rano w poniedziałek budzik zadzwonił, więc musiałam wstać. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki. Ubrałam się, uczesałam nałożyłam troche tuszu na rzęsy. Zeszłam do kuchni. Nalałam sobie mleko do miski, wsypałam płatki i wstawiłam do mikrofali. Czakając na posiłek, do kuchni wszedł tata.
- Dzień dobry- przywitał się robiąc sobie kawe.
- Dobry
- Podwioze cię do szkoły, bo i tak nie mam nic innego do roboty.
- Ok.
Tata pracował w domu, co było wygodne, bo cały czas go widze. Raz w miesiącu wyjeżdżał na kilkudniowe delegacje. Taka praca.
***
Podjechaliśmy pod mury szkoły. Pożegnałam  się z tatą i ruszyłam w strone ogromnych drzwi. Przeszłam przez nie i znalazłam się na korytarzu. W moje uszy od razu uderzyły szumy rozmów. Sżłam szkolnym korytarzem trzymając kartke z planem budynku. Patrząc się na papier nie spostrzegłam osoby. Która idzie wprost na mnie i się zdeżyliśmy.
- Um, przepraszam. Nie zauważyłam cie- podniosłam głowe do góry i zauważyłam chłopaka o ciemnej karnacji i o ciemnych oczach. Malował mu się szeroki uśmiech na twarzy.
- Nie to ja przepraszam. Zagadałem się z kolegą- wytłumaczył – Jesteś nowa?
- Tak
- O, fajnie. Jestem Calum, miło mi- przedstawił się
- Alex
- Szukasz czegoś?- zapytał
- Tak, wiesz może gdzie jest sekretariat?
- Pewnie, zaprowadze cię- zadeklarował
Dopiero teraz zauważyłam zapewne kolegę Caluma. Cal zauważył, że patrze na jego kolegę
- Oh, to jest Michael, Michael to Alex.
- Hej- przywitałam się
- Hej- odpowiedział tym samym
Michael miał szerokie barki, z resztą Calum też, ale Michael większe. I miał.. czerwone włosy. Musiał być bardzo pozytywną osobą.
- Fajne włosy- zaśmiałam się cicho.
- Dzięki- uśmiechnął się słodko. Oboje byli ogólnie przystojni
Zaczęliśmy iść w stronę sekretariatu, bo tam chciałam iść
- To skąd do nas przyjeżdżasz?- spytał Calum
- Londyn- odpowiedziałam
- Co się sprowadza z takiego pięknego miasta do Bradford?- tym razem zapytała Mike
- Praca taty- skłamałam
- Zrozumiałe
Weszliśmy do sekretariatu. Odebrałam swój plan i jak się okazało miałam z Calumem i Michaelem biologie, angielski i matematykę.
- My teraz mamy w-f- oznajmił Cal
- A ja mam.. fizyke ugh- powiedziałam
- Powodzenia. Do zobaczenia
Zadzwonił dzwonek i weszłam do klasy. Ludzie schodzili się i zostawało coraz mniej miejsc do siedzenia. Usiadłam w przedostatniej ławce, przy oknie. Mam nadzieje, że nie zajęłam czyjegoś miejsca. Ale zostało jeszcze kilka wolnych miejsc to najwyżej się przesiądę. Do klasy weszła nauczycielka. Już nikt inny nie przyszedł. To chyba to miejsce nie jest zajęte przez kogoś innego.
- Widze nową twarz- odezwała się nauczycielka mówiąc pewnie o mnie- Chodź tu na środek i powiedz coś o sobie
Wstałam i ruszyłam naprzód klasy. Stanęłam koło biurka i patrzyłam na ludzi, którzy teraz mi się przygladają.
- Więc, nazywam się Alex Lee i przyjechałam z Londynu
- Dobrze, dziękuję. Także to jest wasza nowa koleżanka, Alex- powiedziała do klasy
Wróciłam do ławki i zaczęła się normalna lekcja. Ale wciąż słyszałam szepty ludzi.
Mam już za sobą trzy lekcje w tym angielski z Alem i Mikiem. Usiadłam blisko nich bo przecież tylko ich znałam. Gadaliśmy troche przez co nauczyciel zwracał nam co troche uwagę. Była przerwa i gadałam z Calumem. Po raz pierwszy tak szybkosię z kimś zaprzyjaźniłam
- Usiądzesz z nami na lunchu ?- spytał z uśmiechem
- Chętnie-
- Super
No tak za godzine lunch ale wcześniej jeszcze lekcja.
Wchodzę na stołówkę i rozglądam się za znajomą twarzą ciemnowłosego.
- Alex! Tutaj- zawołał jak zdążyłam zauważyć, Cal
Ruszyłam w jego kierunku. Przy stoliku siedział on, Mike i jeszcze dwóch nieznanych mi chłopaków. Byli przystojni. W ogóle czy w tej szkole są jacyś brzydcy ludzie czy tylko ja ?
Wszyscy się do mnie uśmiechnęli. Pierwszy wstał blondyn z Bandamą na głowie i przedstawił się.
- Jestem Ashton
- Alex- miał słodkie dołeczki, gdy się uśmiechał.
- Luke- tym razem usłyszałam imię blondyna z kolczykiem w wardze. Był bardziej taki nieśmiały.
Usiadłam między Michaelem a Lukiem.
- To moja nowa przyjaciółka- powiedział dumnie Cal, na co się zaśmiałam.
- Calum szybko zawiera znajomości-
- Zauważyłam.
W czasie lunchu chłopcy pytali mnie o starą szkołe i tak naprawdę mówiłam o sobie, ale zgrabnie omijałam tematy o których nie chciałam rozmawiać. Następnym razem muszę ich wypytać o ich życie.
Wymieniliśmy się numerami i tak się pożegnaliśmy. Po lekcjach ruszyłam piechotą do domu. W czasie grogi widziałam spory park, gdzie można iść na spacer. Od szkoły do domu nie było daleko, jakieś 15minut na nogach. Gdy znalazłam się pod drzwiami chwyciłam za klamke i .. oczywiście otwarte. Tyle razy mu powtarzałam żeby zamykał drzwi. Wystarczy tylko przekręcić zamek, czy to tak dużo?
- Wróciłam- zawołałam gazu byłam już w korytarzu.
Tata wyjrzał z biura. Tam jeszcze nie byłam, ale to później.
- Tyle razy ci mówiłam żebyś zamykał drzwi na zamek. Siedzisz w tym biurze i nawet nie będziesz wiedział czy ktoś nas okrada a tym bardziej, że jesteśmy w nowym mieście i nie wiesz jacy są tu ludzie- zdenerwowałam się , bo kiedyś jeszcze w Londynie mieliśmy taki przypadek że tata siedział nad papierami i nie zamknął domu i nas okradli.
- Już dobrze, spokojnie- zaśmiał się na mój dekalog słów – Jak tam w szkole?
- Całkiem nieźle
- To dobrze. Poznałaś kogoś?
- Taa. Takich chłopaków.
- Uu, moja córcia i chłopcy?-  znów się zaśmiał
Przewróciłam oczami na jego komentarz.
- No jak widzisz
- Niech mi tylko, któryś ci coś zrobi.. – zastrzegł
- Mam nadzieje, ze nie- robiłam sobie kawe- Chcesz?- spytałam
- Tak poprosze. I przynieś mi ją do biura, ok.?
- Ok.
Zrobiłam kawe i zaniosłam jedną tacie, a z moją poszłam do mojego pokoju. Kocham kawe i cappuccino też. Usiadłam na dużym parapecie.

Ten dzień był ciekawy. Jak ma być tak cały czas to mogę tu mieszkać. 

niedziela, 14 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 1


Tata zdecydował o przeprowadzce. Uważa, żę zmiana środowiska dobrze mi zrobi. Może i ma rację. Będę rzadziej myślała o tym wszystkim co się stało bo nie będę mieszkała w tym domu co mieszkała mama. Bardzo brakuje mi jej bliskości. Ale już powoli oswajam się z faktem, żę jej już nie ma. W końcu minęło już 5 miesięcy. Nie jestem tą samą osobą co wcześniej. Zmieniłam się. Nie leżę w łóżku i nie płacze. Znalazłam inne wyjście. Zaczęłam palić.  Dym, który ulatuje z papierosa jest a chwile później go nie ma. Tak Sabo powinno być z moimi problemami. Powinny być a później od razu zniknąć jakby nigdy ich nie było. Niestety tak nie jest. Mój problem będzie się ciągnął za mną całe życie. Ale to mi pomaga w pewien sposób. Wiem że to złe no ale… to pozwala mi chociaż troche odskoczyć od złych myśli. Tata o tym nie wie. I dobrze
Właśnie znosiliśmy ostatnie pudła do samochodu. Czeka mnie trzy godzinna jazda do Bradford. Tak właśnie tam teraz będę mieszkać. Nie wydaje mi się to ciekawe miasto. Ale się zobaczy. Mam nadzieje, że w Bardford będzie jednak chociaż trochę fajnie jak w Londynie. W Londynie było fajnie dopóki moja mama nie zginęła. Nie, nie myśl o tym Alex- mówi mi moja podświadomość. Postanowiłam sobie, że już nie będę myślała o wypadku tylko o dobrych rzeczach związanych z mamą. Ale czasem przyłapywałam się na tych myślach. Dobra koniec pieprzenia.
Wpatrując się w mijające nas auta zastanawiałam się co mnie tam czeka. Czy w szkole mnie zaakceptują? Czy poznam fajnych ludzi? Czy znajde przyjaciół? W końcu zasnęłam zmęczona na siedzeniu pasażera.
***
Chłopak w czarnym płaszczu z czarnymi włosami i ciemnymi, głębokimi oczami leżał pod drzewem i patrzył na zachodzące słońce.
Tata szturchał mnie w ramie. Obudziłam się. Nie wiem co ten sen miał oznaczać. Dziwny. Ale nieważne.
- Już jesteśmy-  zawiadomił mnie tata
-Oh, ok 
Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam biały, dwupiętrowy domek . Wcześniej nie widziałam go nawet na zdjęciu. Mały  i uroczy. Przed domem rósł niewysoki żywopłot. Wokół rosła trawa, a gdzieniegdzie drzewka. Wyszłam z samochodu i ruszyłam w strone wejścia. Nad drzwiami znajdował się daszek podtrzymywany dwiema kolumnami. Otworzyłam drzwi i weszłam w głąb mieszkania. Znajdowałam się chyba w salonie. Tak. Wnętrze było miło urządzone. Były już meble. Ściany pomalowane na kolor beżowy. Naprzeciwko czarnej kanapy na ścianie wisiał telewizor. Przeszłam kuchni. Pod ścianami stał czarno- biały blad a na środku wysepka kuchenna. Wyglądało to normalnie. Tata nie lubi rażących kolorów dlatego wybrał takie neutralne. Miałam wchodzić na górę gdy usłyszałam głos taty.
- Alex! – zawołał
- Hmm ?
- Podoba się?
- Jak na razie super. Jeszcze góra.
- No to leć.
Wbiegłam po schodach na piętro. Znalazłam się w korytarzu, gdzie mogłam zobaczyć trzy pary drzwi. Weszłam do pierwszych. Była to łazienka. Na podłodze były białe kafelki. A ściany wyłożone były niebieskimi. W rogu znajdował się prysznic, bo oboje  z tatą wolimy brać prysznic, ale czasami przyda się długa kąpiel, dlatego wanna też znalazła swoje miejsce. Wyszłam z niej i ruszyłam dalej. Te drzwi prowadziły do sypialni taty. Nie oglądałam jej długo. Tylko zerknęłam na duże łóżko. Też chce taki. Ostatnim pokojem było mój. Tak jak chciałam miałam duże łóżko. Mniejsze od tego co ma tata ale i tak jest duże jak dla mnie. Pokój pomalowany na łagodny kremowy. Meble jasno brązowe. Wszystko się ze sobą komponuje. W rogu stał kominek. Z okna miałam widok na odległy las. Po oględzinach zeszłam na dół i zobaczyłam tate, który siłuje się z walizkami i pudłami.
-Pomożesz ?
- Jasne – odpowiedziałam z uśmiechem

Następnego dnia pojechaliśmy razem z tatą na zakupy, bo po przyjeździe nie mieliśmy tu nic do jedzenia. Nie mieszkaliśmy w centrum i choć nie było jakoś bardzo daleko to tak pojechaliśmy samochodem. Może to i dobrze, że nie mieszkaliśmy w centrum, mam dość tego gwaru i ciągle jeżdżących samochodów. Po zakupach wróciliśmy do domu i zaczęłam przygotowywać kurczaka z makaronem. To danie z niewielu, które umiem przygotować. Umiem tyle ile nauczyła mnie mama. Po jej odejściu to ja przejęłam obowiązki. Na początku mi to nie wychodziło, ale z czasem zaczęłam to ogarniać. Lubie gotować. Chciałabym nauczyć się więcej, ale mi się nie chce. Jestem ogromnym leniem. Czasem chce mi się siusiu, ale kibelek jest tak daleko. Koniec końców i tak musze iść bo nie wytrzymam.
- Tato, chodź na obiad!
Tata przychodzi, siadamy do stołu i jemy. W czasie obiadu gadamy o tym miejscu
- Pozmywam i pójdę pozwiedzać okolice, ok.? – zapytałam taty
- Dobra tylko się nie zgód
- Nigdy
Tak jak powiedziałam tak zrobiłam. Pozmywałam i wyszłam z domu, krzycząc jeszcze do taty że wychodzę.
Szłam chodnikiem nie wiem dokąd. Szłam i rozglądałam się po okolicy. Było bardzo cicho,, przyjemnie. Jest chłodno, ale niedługo lato to się ociepli. Spostrzegłam uliczkę, która odchodzi w bok od głównej ulicy  ruszyłam w tamtą stronę . Po 5 minutach marszu znalazłam się pod wzgórzem. Było ono dość szerokie. Gdy na nie weszłam zobaczyłam, że jest tam pięknie. Obeszłam je całe tak jakbym czegoś szukała. Chyba znalazłam. Było to miejsce otoczone dookoła drzewkami. Do niego prowadziło wejście ułożone z gałęzi tak jakby coś mnie tam zapraszało. Ruszyłam tam. Gdy już tam byłam, można było zobaczyć między gałązkami całe wzgórze, ale nie sądze żeby ktoś mógł mnie zobaczyć z zewnątrz. Całkiem miło, ale zarazem strasznie, bo to opuszczone miejsce, tak myśle. A możę ktoś tu przychodzi? Nie wiem. Nie widać żeby tu ktoś przychodził. Stąd miałam widok na małe podwyższenie terenu gdzie rosła niska jabłoń. Oświetlana zachodem słońca. Wspaniałe miejsce dla mnie , czuje się tu… bezpiecznie? Siedziałam tam dopóki nie zrobiło się ciemno i wtedy było tam na serio strasznie. Ale to dziwne bo wciąż czułam się bezpiecznie. Czy to możliwe? Znalazłam miejsce w którym czuje się bezpiecznie ale też cholernie się boje. Najwidoczniej tak. Musiałam wracać, bo tata już się pewnie denerwował. Tak więc ruszyła w stronę domu. Mam nadzieje, ze trafie z  powrotem. Gdy przekroczyłam drzwi..
- Boże. Gdzie ty byłaś tak długo, Lexi?- uwielbiam jak tak do mnie mówił
- Spokojnie, pochodziłam sobie troche. Już jestem – przytuliłam się do niego. Był zaskoczony chwile, ale zaraz objął mnie swoimi ramionami.
- Dziękuje – wyszeptałam mu do ucha
- Za co ?
- Wiem, że to wszystko, ta przeprowadzka była dla mnie, że wszystko robisz dla mnie.
On tylko mocniej mnie do siebie przytulił. Trwaliśmy jeszcze chwile w uścisku, ale w końcu się od siebie odsunęliśmy. Tata posłał mi przepełniony miłością uśmiech, który odwzajemniłam. Weszłam na góre do łazienki. Spojrzałam w lustro i przypomniałam sobie jak wyglądałam na początku gimnazjum. Miałam twarz całą w pryszczach, byłam gruba, płakałam po nocach i wtedy mama przychodziła mnie uspokajać. Powiedziała że jak tak bardzo siebie nie lubie to będziemy chodzić na siłownie. Myślami wróciłam na ziemie i zorientowałam się, że po policzku spływa mi jedna łza. Tak strasznie mi jej brakuje. Kocham ją.

Teraz po trądziku zostało tylko kilka malutkich blizn, a nadmiar kilogramów, który kiedyś dawno mi przeszkadzał, znikł. Nie uważam się za osobe chudą ale też na pewno je jestem gruba. Włosy są nieco dłuższe niż ramiona, czarne z turkusowymi końcówkami. Oczy co prawda są duże, ale nijakiego koloru. Tak jakby mieszanka niebieskiego, zielonego i szarego. Chciałabym mieć morsko niebieskie albo brązowe że aż czarne. Ale nieważne. Kolor oczu się już nie zmieni. Najbardziej w moim wyglądzie podobają mi się moje usta, są takie duże i tyłek.  Wszystko fajnie ale  tak nie uważam się za ładną. Weszłam pod prysznic i się umyłam. Coś czuje, że Bradford przysporzy mi ciekawych przygód.
------------------------
Cześć! Hej! Cześć! witam na moim ff. mamy już prolog i rozdział 1. szczerze to nie ogarniam tego bloga, nie wiem co gdzie i jak. to pierwsze moje ff i pierwszy blog. dodam zakładke z bohaterami jak obczaje w ogóle jak to sie robi. pobawie się troche i poszperam to może zrobie  

piątek, 12 grudnia 2014

PROLOG


Czasami tak jest, że tracisz coś co było dla ciebie najważniejsze. Wtedy nic się dla ciebie nie liczy. Nie obchodzi cie co się wokół ciebie dzieje. Możesz siedzieć godzinami, patrząc w sufit i nic nie robić.
Mama była moją najlepszą przyjaciółką. W szkole miałam małe grono znajomych, a mama była tą osobą której mogłam wszystko powiedzieć. Rozumiałyśmy się bardzo dobrze. Straciłam ją. Straciłam moją przyjaciółkę. Straciłam najważniejszą osobę w moim życiu.
Leżałam na łóżku po przebudzeniu. Nie miałam zamiaru wstawać. Nie miałam po co wstawać. Całe szczęście ze mnie wyparowało. Czuje się jeszcze gorzej gdy pomyśle, że jej już ze mną nie ma.
Leżałam bezczynnie i myślałam nad tym że mama nie chciałaby żebym się nad sobą użalała, więc muszę się wziąć w garść. Ale na pewno nie chciałaby też żebym się tak bardzo pogrążyła.
Lecz znajdzie się taki ktoś kto to zmieni.