Strona główna

wtorek, 30 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 4

To był chłopak ze snu. Wtedy ten sen zlekceważyłam. No bo często mam takie niezrozumiałe sny. Ale po co mi się śnił on? Może to przeznaczenie. Może jest dla mnie pisany no bo sen a teraz go widze.. boże Alex o czym ty myślisz idiotko. Nie widziałam jego całej twarzy, bo był do mnie bokiem. Patrzy na zachodzące słońce. Z tego co widze to jest przystojny. Ma mocno zarysowane kości policzkowe i ciemniejszą karnacje. Nie widziałam go wcześniej w tym mieście. Ale czemu się dziwić, jestem tu tylko tydzień. Wygląda na kogoś w moim wieku może starszy, ale nie widziałam go w szkole. Ciekawe jak często tu przychodzi. O, ruszył się. Teraz siedzi i jest podparty łokciami o kolana. Powoli wstał, zeszedł z wzgórza drugiej strony wzgórza i odszedł. I tyle go widziałam. Odkąd tu przyszłam minęło już 2 godziny. Czyżbym patrzyła się na tajemniczego chłopaka przez tak długi czas? Ale co poradze. Ma coś takiego w sobie. Jest jakby mroczny, ciemny.. Ciągle wracam myślami do jego zamyślonej twarzy. Czas się zbierać. W drodze powrotnej wypaliłam jeszcze trochę fajek. Weszłam do domu i od razu poszłam do mojego pokoju. Papierosy schowałam powrotem do szafy. Tata nie wie że to robie. I niech tak zostanie.
***
Dzisiaj ide na miasto z chłopakami. Ale najpierw szkoła, niestety. Lekcje minęły o dziwo sybko. Wróciłam do domu, przebrałam się w wygodniejsze rzezy. Chwyciłam jeszcze telefon z łóżka i wyszłam z domu, by zobaczyć, że chłopaki już przyjechali. Wsiadłam do tyłu obok Michaela. Kierował Luke.
- Gdzie mnie zabieracie?
- Pooglądamy sobie miasto. A później może gdzieś pójdziemy?
- Dobra, to w droge- po moich słowach samochód ruszył.
Chłopcy pokazali mi gzdie jest ratusz, basen, park, centrum handlowe. Potem poszliśmy na lody, ale Luke musiał coś załatwić, askoro on był dzisiaj kierowcą, to musieliśmy zakończyć nasze spotkanie. Odwieźli mnie pod dom, pożegnaliśmy się i odjechali. I tak zostałam sama. Weszłam do domu. Zrobiłam sobie kolacje i poszłam na górez tostami. Usiadłam na dużym parapecie i patrzyłam na horyzont zajadając się sowimi tostami. Było jeszcze widno i do tego jeszcze piątkowy wieczór. Nie miałam co robić, to gdy zjadłam tosty, wyszłam na zewnątrz i szłam w strone mojego ulubionego miejsca.
Gdy doszłam do wzgórza, udałam się do mojego miejsca. Położyłam się na trawie i patrzyłam w niebo. Więłam do rąk telefon i podniosłam do nad moją twarz bym mogłam zobaczyć ekran. Usłyszałam jakiś szelest i telefon wypadł mi z rąk i upadł na twarz. Cicho jęknęłam. Podniosłam się do pozycji siedzącej i lekko potarłam bolący nos. Popatrzyłam w kierunku dochodzącego dźwięku i zobaczyłam tego samego chłopaka co wczoraj. Tylko teraz on patrzył w moją strone…
Z tego miejsca w którym on był nie było mnie widać, więc ruszył w moim kierunku. Nie wiedziałam co mam robić. Nie chcę, żeby mnie tu znalazł. Wydaje się straszny. Ale niestety nie stało się tak jak bym chciała. Nieznajomy podchodził coraz bliżej, aż w końcu zobaczył mnie. Podniosłam się na nogi, ale nadal był ode mnie o połowe głowy wyższy.
- Kim ty kurwa jesteś? – wysyczał ze słyszalnym jadem w głosie
- O to samo mogę zapytać ciebie?- odpowiedziałam próbując udawać pewną siebie, co mi wychodziło nawet dobrze
- Co tu robisz? - czemu jest taki wredny, przecież nic mu nie zrobiłam
- Jestem Alex, a ty ?- zlekceważyłam jego kolejne pytanie.
- Nie musisz tego wiedzieć- odwrócił się na pięcie i zaczął schodzić ze wzgórza
Pobiegłam za nim.
- Czemu jesteś taki nie miły?
Zatrzymał się i ścisnął moje ramie.
- Słuchaj, nie wiem kim jesteś i nie chce wiedzieć- miał pewną wrogość w oczach- Odpieprz się ode mnie
Nie czułam już uścisku na moim ramieniu tylko widziałam oddalającą się ode mnie postać.
***
- Przyjade po ciebie o 14
- Ok.
Ide z Arianą do kawiarni, ale do tego czasu nie mam co robić. Zeszłam na dół pooglądać troche TV. Przelatywałam po kanałach szukając czegoś sensownego. Natrafiłam na Anaconda- Nicki Minaj. Uwielbiam ją. Podniosłam się z kanapy i zaczęłam twerkować. Usłyszałam za sobą śmiech. Odwróciłam się i zobaczyłam tatę.
- Nie śmiej się, jestem w tym najlepsza.
- No tak, tak – powiedział sarkastycznie
- Cicho- też zaczęłam się śmiać
***
4 godziny spędziłam na oglądaniu TV i siedzeniu na sofie, dopóki nie przyjechała po mnie Ari. Ubrałam się w dżinsy i bordowy sweterek. Dziewczyna podjechała pod dom małym garbuskiem. Pasuje do niej. Wsiadłam na siedzenie pasażera i przywitałam się.
- Znam taką miłą kawiarenkę.- powiedziała długowłosa
- No to jedziemy.
Kawiarnia była na obrzeżach Bradford, ale rzeczywiście była milutka. Stoliki w niej były dwuosobowe, ale w dwóch rogach kawiarni mieściły się dwie skórzane kanapy. Zajęłyśmy miejsce właśnie na jednej z nich. Podeszła do nas kelnerka.
- Mogłabym przyjąć wasze zamówienia? – miała góra 23 lata.
- Poproszę cappuccino czekoladowe- odezwałam się pierwsza
- To ja wezmę… cafe- late- powiedziała po zaglądnięciu w kartę. Kelnerka po zanotowaniu zamówienia, zamknęła notes.
- Zaraz przyniosę wasze napoje.
- Co tam u ciebie?- spytała mnie
- W porządku. Wczoraj zwiedzałam miasto z chłopakami.
- Opowiadaj jacy oni są- jest jakby .. podekscytowana
- Uh, Mike to ten szalony, Ash jest trochę bardziej poważny ale bardzo spoko, Luke jest tak cholernie seksowny, a Cal to taka moja ciota.
- Zdajesz sobie sprawe kim oni są ?
- Wydają się normalnymi chłopakami-odparłam
- No bo po części to tak, ale mają  zespół i są znani w całym Bradford. Myślałam bardziej, zę są tacy chamscy.
- Zespół? Nigdy mi nie mówili – muszę ich o to spytać- i nie, nie są chamscy. To najlepsze osoby jakie kiedykolwiek spotkałam. Poznam cie z nimi.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Jest słodka i niesamowicie miła. Chyba każdy ją lubi. Jest totalnym przeciwieństwem mnie. Jest malutka. Ciągle się uśmiecha, w zasadzie uśmiech w ogóle jest z twarzy nie schodzi. Jest śliczna, pełna życia.
Gadałyśmy jeszcze długo. O nowej modzie. O osobach ze szkoły. No i oczywiście o chłopakach.
W domu byłam dopiero o 19. Opadłam na kanape, a po chwili tata usiadł obok mnie.
- Alex. Musze jechać w delegacje.
- Kiedy?
- W poniedziałek, a wrócę w niedziele.
- W porządku
- Poradzisz sobie?
- No pewnie – rzuciłam się na niego i przytuliłam- Nie martw się

Poszłam na góre do siebie, owinęłam się kocem, usiadłam na parapecie i odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się i w tym samym czasie otworzyłam okno. Wypuściłam dym z ust, a on uciekł na zewnątrz.

------------------------------
cześć! cześć! cześć! ostatni rozdział w roku. jeśli ktoś tu wogóle wchodzi to życzę szczęśliwego nowego roku !

1 komentarz:

  1. Hejka, trafiłam tutaj z grupy na fb :) Fabuła jest ciekawa i wg, błędy także się pojawiają, ale na początku to zrozumiałe :) Gdy piszesz posta, masz tam możliwość sprawdzania pisowni, korzystaj z tego to bardzo pomaga :) Wyłapuje nawet takie banały jak napiszesz : ''żę'' xD I miałaś tam takie zdanie: ,,Nie widziałam jego twarzy, bo był do mnie bokiem'' Nie zbyt dobrze się to czyta, powinnaś napisac, że był odwrócony bokiem. Wiem, że czepiam się szczegółów i wg, ale to na prawdę ważne dla czytelnika- przejrzystość tekstu. Mam nadzieję, że dobrze zinterpretujesz mój komentarz :) Zajrzę tutaj jeszcze, bo jest ciekawie.
    Pozdrawiam,
    Mangusta

    OdpowiedzUsuń